To tego no.. ruszamy.. po prostu

Dawien dawno temu, po wyprowadzce z domu, będąc nastolatkiem jeszcze i mieszkając u mego serdecznego przyjaciela żywiłem się wszystkim co szybkie. W menu siedziało KFC, Mac, Sphinx, Pizza Hut (wegetariańska na grubym cieście z szynką i boczkiem!) i… w sumie tyle się jadło. Sorry za tego Sphinxa, ale to było pół życia temu.

Żyjąc tak sobie okazało się, że choruję na chorobę Crohna (przewlekłe zapalenie układu pokarmowego – nic fajnego, ale też nie koniec świata) i generalnie żarcie takich rzeczy jak wyżej plus palenie fajki (like, takiej z cybuchem) to mnie może sponiewierać konkretnie. Fajkę rzuciłem dość gwałtownie, z jedzeniem było trudniej.

Gotować? A jak to? A co to? A jak żyć?

Nie wiedziałem jak się gotuje. Czasem robiliśmy z mamą ciasteczka, jakieś wieki wcześniej (like.. jeszcze z pół życia wcześniej), u babci zawsze było dobre.. ale też przychodziło się na gotowe – bo „Jak to? Dziecko! Idź na kanapę, oglądaj bajkę, babcia już obiadek robi!” (potem wyszło, że do rosołu używała kostki… nikomu nie można ufać). Jedyne co pamiętałem z gotowania jedzenia to to, że czasem opalałem cebulę nad palnikiem. Taka magia.

Teraz cebuli nad palnikiem opalić się nie da. Wszędzie kuchenki elektryczne albo inna indukcja – gazu niet! „Jedyne” co mi przychodzi do głowy to taki Najsmutniejszy Koncert Świata, a zresztą…

Nie myślałem wcześniej o gotowaniu, ale jak się nad tym zastanowić (co też uczyniłem) to no taka dość ważna umiejętność – jakie nawyki żywieniowe mamy i co w siebie wrzucamy zmienia sporo w naszym samopoczuciu na co dzień. Na dłuższą metę wpływa to też na nasze zdrowie. Tych nie chorujących przewlekle również. Dobra, sorry again, bo teraz brzmię jak jakiś #kałcz .

„Czlowiek z Internetów & Quest for Rosół of the Rosółs”

Jako rasowy „człowiek z internetów” chcący ugotować klasykę, zacząłem szukać przepisu na… rosół. I znalazłem – a’la cośtam, jakiśtam magiczny, przepis na 40 punktów, gdzie pół słów było z francuskiego a drugie pół z kosmosu…

W końcu stwierdziłem, że „zupa to zupa, jak trudne to może być?”… zakupiłem całego kuraka w sklepie mięsnym w przejściu podziemnym pod Dworcem Centralnym w Wawie (tak tak, od strony ronda OwNZ – właśnie tam!), zakupiłem włoszczyznę, cebulę, liście laurowe, ziele angielskie. Sól i pieprz miałem. Opaliłem cebulę nad palnikiem (bo jeszcze były), wrzuciłem wszystko do wody już gotującej się i… wyszła mi piękna brązowo-szara breja z farfoclami. Fotki nie mam, wyszedł totalny #rzalpeel, a wtedy się nie praktykowało samozaorania.

Potem był sos #powiedzmyze bolognese i spaghetti i gulasz i pomidorowa i generalnie masa innych rzecz i innych historii.

Internety nie dowiozły

Wniosek z poszukiwań „jak gotować?” w guglach, yahoo i altaviście (tak tak) powstał taki, że w sumie to-se-ne-da (do-re-mi-fa!). A jako, że byłem wtedy jeszcze „młody programista” pojawił się pomysł iście developerski, a zresztą…

…zbieraj punkty i wymieniaj na usługi! Buduj swoją listę zakupową! Milion usług połączonych ze sobą i korzystających z danych które zbierasz, żeby ułatwić Twoje życie! Kto by pomyślał?!?!?!?!!!!oneoneoneneononeneone :O

Powstała zajawka filmowa, projekt jakoś-tam opisany oraz jakaś grafika… a potem nic – jak to zwykle bywa w przeroście formy nad treścią.

Dziś sam jestem dziadkiem..

10 lat później wciąż lubię gotować i robię to w miarę możliwości. Ostatnio miałem też dość dużo czasu uziemionego w domu z racji zaostrzenia choróbska. Odgrzebałem stare rzeczy i stwierdziłem „a czemu po prostu nie zacząć wrzucać tu, pod tą domeną, przepisów i info o gotowaniu i zobaczyć co będzie”?

Nie jestem po jakichś magicznych kursach. Moja aktualnie jedyna książka kucharska w kolekcji to „Gotowanie dla Geeków”. Lubię chodzić „w knajpy” i patrzeć co dobrego wszamać można i jakie są to smaki, oglądam przepisy na YouTubie (co subuje można sprawdzić na kanale) i generalnie nie krępuję się w kuchni, w końcu „najwyżej nie wyjdzie”. Gotowanie to dla mnie forma relaksu (nie to co sprzątanie po gotowaniu) – wiecie: szybki feedback z postępu prac, czas zużyty na pożyteczną rzecz. Działa to pozytywnie „w mózg”.

Sama umiejętność gotowania, czy się gotuje z kuraka BIO od kolegi-rolnika-poznanego-przez-lokalną-inicjatywę-spożywczą (i którego namawiamy, żeby karmił-kury-tylko-bezglutenowo), czy się gotuje z kuraka sklepowego paczkowanego – jest to na pewno lepsze niż grzanie zupki chińskiej w mikrofali, wpierdzielenie „cziza z maca” czy napakowanego cukrem pączko-rogalo-whateveru. Fakt.

Schaboszczak.pl

Ideą Schaboszczaka było dokumentować naukę gotowania od podstaw, dać się innym uczyć „przy okazji” oraz na moich własnych błędach. Ta idea przyświeca temu dalej. Teraz „wszyscy potrafią gotować” – gotowanie stało się modne, choć czasem przerażające (wiecie, śmieszki ponad wszystko). Jak poszukam „jak ugotować rosół?” to trafię na masę fajnych przepisów i wskazówek – z niektórych sam korzystałem („na ten przykład” klarowność to sztuka zanim stanie się rutyną). Teraz już coś-tam kumam z tego całego robienia jedzenia, ale postaram się uderzyć do was z dobrze opisanymi podstawowymi potrawami, lekką nutką historii i wiedzy „podstawowszej”, różnymi wariantami klasyków a czasem czymś ambitniejszym (6h pieczone Chilli czy pieczona w dyni zupa… dyniowa – #omnomnom).

Wszystkie uwagi mile widziane i do wpisów i do przepisów – nauki nigdy za mało.

Jak myślicie, co postanowiłem ugotować jako pierwszy przepis na Schaba? Wrzucam go za kilka dni.

Zenobius

Samouk wszystkiego, gotowania też.

Add Your Comment

Site is using a trial version of the theme. Please enter your purchase code in theme settings to activate it or purchase this wordpress theme here